Jak uparty osioł doprowadził mnie do palpitacji serca

Mój mąż to największy uparciuch jakiego znam. Nigdy w swoim życiu nie spotkałam bardziej upartego człowieka.
Jeśli chodzi o błahe sprawy to okej. Jestem w stanie jakoś to wytrzymać. Jednak jeśli chodzi już coś bardziej poważne sprawy to już nie jest tak kolorowo. A to właśnie w tych sprawach mój mąż jest najbardziej uparty.

Najwięcej uporu wykazuje w sferze zdrowia. Ostatnio był bardzo osłabiony. Dużo pracy, stresu zrobiło swoje. No i padł w czasie pracy. Pojechał na plener z młodą parą, a wrócił na SOR karetką pogotowia. Kiedy dostałam telefon, że mój mąż leży w szpitalu myślałam, że serce mi wyskoczy z klatki piersiowej. Niby mnie uspokajano, że nic mu nie będzie i mam spokojnie czekać w domu, oni mi go przywiozą, ale nie byłam w stanie siedzieć w domu. Szybko zaalarmowałam babcię, która przyszła po dziewczyny i pojechałam w te pędy do szpitala. Kiedy weszłam na izbę przyjęć i zobaczyłam mego lubego ledwo siedzącego na wózku inwalidzkim byłam przerażona. Nigdy nie widziałam go tak źle wyglądającego. Był przeźroczysty. Oczywiście twierdził, że on się dobrze czuje, a nie był w stanie wstać z wózka.

Podpięli go do kroplówki, ale po godzinie jak się lepiej poczuł postanowił wyjść na własne żądanie. I weź tu z takim chłopem wytrzymaj. Tłumaczenie, że musi zostać, aby go dobrze zbadali i nawodnili nie pomagały. Tłumaczył się, że nie zostanie bo „tu ludzie umierają”. Ręce mi opadły. Nawet pielęgniarz się zaczął śmiać, że to typ niereformowalny. Wypisał się. Dostał wyniki z zaleceniem, aby dużo pił i pojechaliśmy do domu. Był słaby. Jedyne co mnie pocieszało to, to że poczuł głód.

Ten dzień to było święto wolne od pracy. Następnego dnia mimo moich próśb ubrał się i poszedł do pracy. Nie szło mu wytłumaczyć, że powinien chociaż jeden dzień odpocząć. Oczywiście w pracy źle się czuł i dostał opiernicz, że w ogóle do niej przyszedł.
Z drugiej strony koleżanki mu natłukły do głowy, że powinien iść do lekarza bo to nie jest normalne, że zdrowy, silny chłop nagle pada i nie ma z nim kontaktu. Wystraszył się.

W poniedziałek już nie dostał się do lekarza. We wtorek rano już u niego był. Jak lekarz zobaczył jego wyniki z SORu zaraz wypisał skierowanie na kilkanaście kolejnych badań oraz recepty z lekami. Podejrzeń było kilka, w tym, takie, które zmroziły mi krew w żyłach. Pierwsze podejrzenie to bakteria, która mogła siać spustoszenie w organizmie, druga to tarczyca a trzecia, ta która mnie najbardziej zmartwiła to białaczka.
Byłam przerażona i żyłam nadzieją, że z trojga złego niech to będzie ta bakteria albo tarczyca. W duchu błagałam o takie rozwiązanie. Z tymi pierwszymi diagnozami można żyć z pomocą leków, a ta trzecia…tyle się słyszy, że młodzi ludzie umierają na białaczkę.
Na wyniki czekaliśmy tydzień. W dzień, w którym jechał do lekarza byłam znerwicowana. Do tego wszystkiego mamy taką sąsiadkę, która jest mądrzejsza od lekarza i widząc wyniki mojego męża od razu postawiła diagnozę „białaczka”. Niby nie słucham kogoś, kto nie ma kompetencji, ale w tym wypadku to mnie tylko dobijało.

Kiedy samochód podjechał pod okno serce waliło mi jak szalone. Wszedł do domu z miną jakby zaraz miał świat się skończyć i oznajmił mi: „Będę żył” i pokazał aktualne wyniki. Wszystkie pozycje, które wtedy były bardzo złe poprawiły się. Bakterii nie ma. Najgorsza diagnoza też nie potwierdziła się. Trochę mało czerwonych krwinek, ale nie jest to poziom, który budzi wielki niepokój. TSH w górnej granicy normy, więc tarczyca za jakiś czas do skontrolowania.
Kamień z serca spadł.
Obiecał, że będzie teraz chodził się badać regularnie, bo się przestraszył. Ja zamierzam tego dopilnować. Mamy dzieci do wychowania, więc trzeba dbać o zdrowie.

Nie wiem co by było gdyby to wszystko stało się gdzieś, gdzie nie byłoby ludzi. Gdyby ludzie, z którymi był nie uparli się, że karetka ma go zabrać, bo ten osiołek chciał jechać do domu. Gdyby nie jego koleżanki, które się uparły, że ma iść się przebadać. Nie wiem… On twierdził, że to tylko odwodnienie, bo jest upał. Odwodnienie też się może tragicznie skończyć. Ciężko przełamać jego ośli upór. Dzięki tym osobom się to udało i dziś wiem, że mam zdrowego męża, który po prostu potrzebuje odpoczynku i resetu, który już za miesiąc zafundujemy całej naszej rodzinie.

Wasi mężczyźni też tacy uparci?

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *