wyścig szczurówTen post chyba nie będzie długi. Napiszę w nim co mnie straszne wkurza wśród matek. Do jego napisania zainspirowała mnie pewna mama, którą obserwuję na Instagramie. Podzielam jej zdanie, dlatego i ja postanowiłam się na ten temat wypowiedzieć. Otóż chodzi o „zawody”mamusiek, której dziecko jest lepsze. Odkąd jestem mamą obserwuję to na każdym kroku. Porównywanie… Wyścig szczurów.

Nie znoszę tego, bo zawsze mi się wydawało, że każde dziecko jest inne, rozwija się we własnym tempie i składa się na to wiele czynników. No ale najwidoczniej nie każdy potrafi to zrozumieć.

Kiedy urodziła się moja starsza córka, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale kilka razy podniosło mi ciśnienie. Lenka urodziła się z porażeniem splotu barkowego, co spowodowało, że jej rozwój fizyczny był nieco spowolniony. Jeśli chodzi o siadanie to poszło szybko, bo mając siedem miesięcy pięknie siedziała. Jednak kolejne etapy przychodziły już jej trudniej. W związku z tym iż lewa ręka nie była sprawna tak jak prawa, nie miała siły podciągnąć się aby stanąć przy meblach czy w łóżeczku. O raczkowaniu nie było mowy. Ona znalazła sobie inny patent na poruszanie się. Było to przesuwanie się na pupie. I tylko słyszałam teksty. Ona nie raczkuje- moje dziecko w tym wieku dawno już raczkowało, idź z nią do neurologa bo tu coś nie tak. Ona była zdrowym dzieckiem, które musiało być pod opieką ortopedy, który kontrolował jej rozwój i zapewniał mnie, że Lena ruchowo rozwija się prawidłowo, biorąc pod uwagę to, że ma pewne ograniczenia. Chodzić zaczęła w piętnastym miesiącu życia. Oczywiście nasłuchałam się, że chyba coś nie tak skoro nie chodzi, bo jej wszystkie dzieci chodziły już przed roczkiem.

Apogeum tego całego porównywania przeżyłam jednak po narodzinach drugiej córki. Może dlatego, że niepotrzebnie dołączyłam do różnych grup dla matek na Facebooku i obserwuje zbyt dużo instagramowych profili rozemocjonowanych mam. Generalnie poza wkurzeniem to ja innych uczuć nie mam. Nie przejmuję się tym, że moje dziecko robi coś później niż inne, bo jestem świadoma tego, że każde to osobna jednostka i na wszystko przyjdzie czas. Jednak nie ma dnia abym nie czytała postów typu: „co potrafią wasze roczne dziewczynki?”, „ile i jakie słowa znają wasze 18-miesięczne dzieci?”, „moje roczne dziecko jeszcze nie chodzi, czy mam się martwić?”. No i pod takim postem zaczyna się licytacja, że moje potrafi to czy tamto, moje dziecko w tym wieku mówiło już wszystko, idź do fizjoterapeuty, bo już dawno powinno chodzić. Jedna drugą przebija. Kłócą się przy tym jak przekupy na targu, wyzywają – często bardzo wulgarnie. Mam wrażenie, że niedługo to te maluchy będą się rodziły z magisterkami. Byle tylko jej dziecko wypadło lepiej w oczach drugiej matki.

Tak samo jest w szkole. Odnoszę wrażenie, że wszystkie chcą mieć najlepsze dzieci we wszystkim. Zwłaszcza jedna mama strasznie mnie denerwuje pytaniami typu ile Lena już książek przeczytała, a ile zdobyła takich czy innych ocen itd. No ludzie…Odpowiadam, że nie wiem, bo czyta tyle na ile ma siły i ochotę. Ocen też jej nie wyliczam, tylko jestem zadowolona, że w szkole idzie jej dobrze i póki co o nic martwić się nie muszę.
Najbardziej przykre jest dla mnie kiedy druga matka wytyka innej, że jest złą mamą, bo nie karmi piersią, bo urodziła przez cesarskie cięcie. Mówią to z taką odrazą, że wprowadzają te matki w poczucie winy i stany depresyjne. Kobiety…trochę empatii i zrozumienia dla nich.

Zastanawiam się skąd w kobietach, mamach bierze się tyle jadu, zawiści i chęci rywalizacji, by tylko pokazać, że ja jestem lepsza od tamtej i moje dziecko też.
Nigdy też nie porównam moich córek do siebie na zasadzie, że ta jest lepsza w tym czy w tamtym od tej drugiej. Nigdy!!! One są osobnymi istotami, o innych charakterach, temperamencie i zapewne o innych zdolnościach. O ich różnych charakterach możecie przeczytać w poście  ” Dwie córki – dwa charaktery ”

To co obserwuje to istny wyścig szczurów, którego ofiarami padają dzieci, gdyż ścigają się matki. To Wy moje drogie panie na siłę udowadniacie, że wasze dzieci są najlepsze we wszystkim. Tylko zastanówcie się czy warto. Czy w przyszłości nie zafundujecie swoim dzieciom problemów z niską samooceną, bo dziecko nie sprostało Waszym wymaganiom i Waszym „opowiadaniom”. Doceńcie prawdziwe oblicze Waszych dzieci. One wcale nie muszą być idealne. Przecież w domu, kiedy nikt obcy nie patrzy zmagacie się z ich niedoskonałością i nadal je kochacie. Czy warto grać przed kimś matkę idealną z idealnymi dziećmi. Opanujcie się, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *