O tym jak chciałam odzwyczaić córkę od smoczka.

proba-odzwyczajenia-smoczka

Kiedy starsza córka skończyła dwa lata postanowiłam, że czas na odzwyczajenie jej od smoczka. Zaczęłam od namawiania, że może czas oddać smoka małemu dzidziusiowi, bo ona już jest taka duża. Niestety namowy nie podziałały i na jakiś czas odpuściłam. Pomyślałam sobie, że z głowy mamy już pieluchy, zasypia sama bez większych ceregieli to zostawię je jeszcze na jakiś czas tego ukochanego „dydusia”.

Po jakimś czasie postanowiłam ponowić próby. Znowu chciałam to osiągnąć siłą perswazji. Jednak ona uparta nie dawała za wygraną. Smoczek nadal musiał być jako uspokajacz i do zasypiania.
Któregoś pięknego dnia wpadłam na genialny pomysł, że posmaruję smoczka musztardą. No bo które dziecko lubi musztardę. No nie ma takich dzieci. Tak mi się wydawało. No więc wzięłam smoka przed snem do kuchni i posmarowałam „sarepską”. Lenka umyta, pachnąca, po kolacyjce gotowa do spania wskoczyła do swojego łóżeczka i zawołała: „mamusiu dydusia i „a-asie” (o tym innym razem ::P)”. Podałam wysmarowanego smoka musztardą. Wsadziła go do buzi i zaraz wyjęła. Po czym wsadziła i było widać, że na jej twarzy malowało się zdziwienie. Chwilę później wyjęła go z buzi i powiedział „dobre”. Skapitulowałam.

Odpuściłam próby. Doszłam do wniosku, że chyba musi dorosnąć sama do tej decyzji o porzuceniu smoczka.
Jakiś czas później ukochany „dyduś” w tajemniczych okolicznościach znikł. Szukaliśmy wszędzie. Nigdzie go nie było. Czarna rozpacz. Płacz i żałoba. Mąż oczywiście miękki na żale córeczki chciał jechać kupić nowego, bo jego mała dziewczynka cierpi z tęsknoty. Nie pozwoliłam. Mówiłam, że to jest znak i czas zakończyć smoczkową przygodę. Pierwsze noce były kiepskie, potem już leciało z górki i szybko zapomniała o swoim „przyjacielu”
Minęły trzy miesiące. Nagle z pokoju słyszę radosny pisk i krzyk „mamo znalazł się „dyduś””. Był zakopany w pudełku z Polly Pocket, a że Lena nie pałała jakąś szczególną miłością do tych laleczek to nawet tam nie szukaliśmy. Mina mi zrzedła. Nie byłam tym faktem zachwycona. Trzy miesiące bez smoczka mogły zejść na marne.

Wieczorem po kąpieli kładziemy się i Lena mówi, że chce smoczka. Z niezadowoloną miną podaję go. Ona wkłada go do buzi i po chwili wyciąga. Nie umiała. Zapomniała jak to jest. Hurrraaaaa!!! Od tego momentu zasypiała ze smoczkiem, ale trzymając go w rączce.
Przypomniała mi się ta historia, bo stoimy u progu kolejnej nierównej walki ze smoczkiem.

A Wy jakie macie sposoby na odzwyczajenie od smoczka?

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *