odpieluchowalnie

 

Nadszedł sądny dzień dla mojej młodszej córki. Matka zarządziła w niedzielę, że od poniedziałku walczymy z pieluchą u Amelki. Koniec. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie używałam Dada 4, a jakimś dziwnym cudem w całym Poznaniu ich brak. To chyba znak aby zaprzestać tego procederu i zacząć być jak duży człowiek. W końcu mały człowiek idzie od września do przedszkola i nie wypada sikać w pieluchę.

Jak postanowiłam tak też się stało. W poniedziałek rano zdjęłam pieluchę i założyłam majtki. Oczywiście była wpadka za wpadką. Spokojnie jej tłumaczyłam , ale wewnątrz się gotowałam. Raz udało się Amelię przekupić lizakiem aby usiadła na nocniku. Zrobiła ale miałam wrażenie, że żal ma do mnie ogromny.
Następnego dnia nie było nic lepiej,wpadki nadal były, a płacz na nocniku się nie zmieniał. Do tego wszystkiego zdarzyło się, że nocnik wysunął się spod pupy i mała wylądowała na podłodze. Próbowałam ją sadzać również na nakładce na toaletę, ale tam krzyk był jeszcze większy.
Ręce mi opadały. Zaczynałam tracić nadzieję na to, że się uda. Zastanawiałam się czy ona jest już na to gotowa. Czy powinnam jeszcze zaczekać? Może nawet nie powinna jeszcze pójść do przedszkola. Może dopiero za rok. Jezu nie, ja nie wytrzymam kolejnego roku w domu. Ja chcę do ludzi. Do tego ten nieszczęsny nocnik.
Hmmm…

Co tu zrobić aby ja przekonać do siusiania i pozbyć się pieluch z listy zakupów.
Skoro nocnik jest do bani, to trzeba kupić nowy. Jak już trzeba pojechać po ten nowy to niech Amelia wybierze sobie go sama.
Czwartego dnia tak też uczyniłyśmy. Pojechałyśmy do olbrzymiego sklepu z akcesoriami dla dzieci.
Byłam tam już o 10 rano jak tylko otworzyli. Amelka była szczęśliwa, bo od dnia poprzedniego miała wbijane do głowy, że pojedziemy do sklepu i sama kupi sobie nocnik

Weszłyśmy na pięterko a tam cały wielki regał samych nocników. Rozłożyłam chyba ze dwadzieścia na podłodze. Córko wybieraj. Oczywiście w tym momencie Amelia zauważyła interaktywne myszki miki na regale obok i usłyszałam „ Mamuś nie chcę nocnik. Kupimy myyszkę”. Aaaaaaaaaaaaa…. moje ciśnienie skoczyło na poziom, który mógł wywołać zawał, wylew albo bóg jeden wie co jeszcze. Pomyślałam sobie „kobieto co cię podkusiło aby przyjechać właśnie tu, przecie z wiedziałaś, że tu jest mnóstwo wszystkiego kolorowego, co może jej wpaść w oko”.

No dobra wzięłam się w garść. Różnymi sposobami odciągnęłam ją od tych zabawek i zajęła się wyborem tego, po co przyjechałyśmy. Wybrała nocnik ze świnką Peppą. Mogłam się tego spodziewać. Przecież w naszym domu rządzi Świnka Peppa i Myszka Miki, a że z myszką nie było to padło na różową pannę. Cała szczęśliwa zaniosła swoją zakupową zdobycz do kasy. Dała sama aż dwie dychy i wyszła dumna co najmniej jakby właśnie maturę zdała.
No to teraz jedziemy do domu i działamy.

I to chyba był strzał w dychę, bo po wejściu do domu od razu chciała na niego siadać.
Dalej poszło jak z płatka. Sobota była ostatnim dniem z wpadką. Dziś mija siedem dni jak Amelka pięknie woła na nocniczek siusiu i te grubsze sprawy też. Pieluchy odeszły do lamusa. Zakładam jej jeszcze na noc, ale od dłuższego czasu budzi się z suchą i zaraz siada na nocniczek.
Że też wcześniej nie wpadłam na pomysł aby zabrać ją na zakupy i pozwoli wybrać samej ten jakże ważny gadżet.
A wam jak poszło odpieluchowanie Waszych dzieci?

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *