Noworoczne postanowienia

Jedzenie

Któż z nas nie miał postanowień noworocznych? Chyba nie ma na tej planecie człowieka, który z nadejściem nowego roku nie postanawiał sobie czegoś. Większość kobiet oczywiście chce schudnąć. Pierwszy stycznia to oczywiście według nas najlepszy czas na rozpoczęcie diety. Ja również przez sześć lat co roku rozpoczynałam dietę z nadejściem Nowego roku. No ale…

Pierwszego stycznia…no nie trzeba zjeść to wszystko co zostało po sylwestrowej imprezce, bo przecież nie można wyrzucać. Zacznę od drugiego stycznia.

Drugi stycznia wypada w środku tygodnia. Gdzie ja będę jeździć po marketach w środku tygodnia aby kupić dietetyczne i zdrowe produkty spożywcze. Ok. Zacznę od następnego poniedziałku a weekend przed poniedziałkiem zrobię zakupy na cały tydzień. Sobota rano kupa sprzątania. Skoczę tylko pobliskiego sklepu po coś, aby było co jeść w weekend. Szkoda tracić czasu na bieganie po molochach.

Przychodzi „ten” poniedziałek… No dobra zacznę od następnego…już na 100%. No ale kolejny tydzień to już połowa miesiąca. Bez sensu zaczynać dietę w połowie miesiąca. Poza tym za chwilę Dzień babci i dziadka. Pojedziemy z dziećmi do dziadków. U jednej babci serniczek pyszny, druga pół dnia spędziła w kuchni „bo dzieci przyjadą” i co zrobić im przykrość „bo się odchudzam”.

I tak nadchodzi luty. W lutym idziemy na zabawę karnawałową. Przecież wszystko wytańczę, to aż żal nie zjeść tego torcika i pączka do kawy. Walentynki. Mąż dobrze gotuje. Będzie coś pysznego na kolacje.

I tak dobijam do marca. W marcu wypada Wielkanoc. Serniczek u mamy, pyszny obiad u teściowej. No kurcze nie będę siedzieć głodna, kiedy wszyscy obok się zajadają pysznościami.

W kwietniu córka ma urodziny. Upiekę tort. I co mam go nie spróbować. To nic, że jej urodziny są pierwszego. Już cały miesiąc z głowy. Bo nie będę diety zaczynać w środku tygodnia.

W maju mamy dwie komunie. Znowu będą torty, ciasta i desery lodowe. Oj jak jak lubię torty i lody. No cóż… Maj trzeba spisać na straty.

W czerwcu lecimy do Grecji na wakacje. Nieee…no tam nie będę sobie żałować. Muszę spróbować greckiej kuchni. Być w takim miejscu i jeść kiełki. No chyba zwariowałam. I tym sposobem zajadałam się gyrosami, fetami, tłustymi jogurtami greckimi no i lody na deser obowiązkowo. A zdjęcia z plaży? Schowałam je głęboko w szufladzie. Pokażę piękne widoki, dzieci na plaży a ja to przecież żadna atrakcja turystyczna.

Lipiec i sierpień lato. Dzień bez lodów, dniem straconym. Lato kończymy urodzinami młodszej córki, więc co? TORT

Wrzesień. Córka poszła do pierwszej klasy. Nie ma czasu na diety. Przecież początek roku szkolnego jest taki zwariowany. Wyprawki, zebrania, nerwy czy sobie poradzi, czy wychowawczyni będzie fajna…

Październik u mnie imieninowy. Znowu serniczki, placki, ciastka i kawa. Mamy małe mieszkanie, więc goście na raty, a za każdym razem trzeba tę kawę i ciasto z gośćmi zjeść.

W listopadzie…hmmm. Mieszkam w Poznaniu, a to wiąże się, że w tym właśnie miesiącu mamy Rogale Świętomarcińskie. Uwielbiam je. Mniej więcej tydzień przed świętem niepodległości i tydzień po jem je codziennie do kawy. No w końcu tylko raz w roku są.

Dobiliśmy do grudnia. Teściowej imieniny. Pisałam już, że ona świetnie gotuje? Moje urodziny – tort. Oczywiście święta. Serniki, makowce, pierogi…

Dobra odchudzać się będę od Nowego Roku 🙂

Tak z przymrużeniem oka wyglądało moje postanowienie noworoczne o gubieniu kilogramów.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *