W poprzednim wpisie  Wakacje na Kanarach z grubsza opisałam nasze wakacje na Gran Canarii. W tym chciałam opisać jak pobyt wygląda tam od strony turysty.

Zacznę może od cen. Cran Canaria choć geograficznie to już Afryka to terytorialnie jest jeszcze Hiszpania. A co za tym idzie ceny też są Hiszpańskie. Zaczynając choćby od pamiątkowych ceramicznych magnesików. Dla porównania w Grecji kupowaliśmy je po 1 Euro, natomiast najtańsze jakie znaleźliśmy w

Maspalomas kosztowały 2 Euro. No ale nie kup magnesika na pamiątkę. Druga rzecz to lody. Gałka lodów wahała się od 3 do 5 Euro. Masakra. Nigdzie nie widziałam tak drogich lodów. Ale chodząc po mieście znaleźliśmy chińską restauracje, w której całe desery lodowe były po 3,50 Euro. W deserze znajdowały się dwie gałki lodów, bita śmietana, posypka, ciasteczka i polewa czekoladowa. Czyli jednak można tanio. Ceny artykułów spożywczych były różnie. Nie przyglądaliśmy się im jakoś specjalnie, bo mieliśmy w hotelu opcję allinclusive. Jednak będąc na przechadzce po Maspalomas weszliśmy z ciekawości do hiszpańskiego Lidla. Z moich obserwacji ceny były podobne do naszych lub wyższe. Na 100% pieczywo jest tam bardzo drogie.

Jednego dnia Amelia weszła z tatusiem do marketu i zobaczyła dość dużą bułkę. Uparła się, że ją chce no i Kochany tatulek uległ i kupił bułeczkę za prawie jeden Euro. Wracając do wizyty w hiszpańskiej części sieci Lidl. Jedna rzecz nas uderzyła. Wchodząc na pierwszym regale, na czele gdzie zwykle są promocje stało nasze polskie piwo Tyskie. Mój mąż poczuł się jak w domu. Koniec końców i tak wyszliśmy z Lidla z chorizo i makaronem do pływania. Weszliśmy jeszcze do jednego marketu i tam zauważyłam, że bardzo tanie są ryby i owoce uprawiane w regionie. Natomiast jabłka mimo iż z Hiszpanii kosztowały około 4 euro za kilogram.

Na Gran Canarii można skorzystać z wielu atrakcji. Wystarczy mieć tylko gruby portfel. Począwszy od rejsu na Teneryfę, który jednak wychodzi dość drogo, bo około 50 Euro od osoby. Jest on połączony z jakimś zwiedzaniem na Teneryfie m.in. okolic wulkanu. Można też wykupić rejs po Atlantyku połączony z obserwacja delfinów. Kiedy poszliśmy pytać o tę formę atrakcji, pan zaoferował nam takowy rejs za 70 Euro za całą rodzinę. Już mieliśmy skorzystać z tej propozycji, gdy pan zapytał skąd jesteśmy. Kiedy odpowiedzieliśmy, że z Polski, człowiek ten szyderczo po polsku powiedział „polaczki” i rejsu nam się odechciało. Wiem, że mogliśmy takiej opcji szukać gdzieś indziej, ale zrezygnowaliśmy.

W Maspalomas korzystaliśmy również z taksówek. Ceny taksówek nie są bardzo wysokie. Za jazdę około 6 kilometrów zapłaciliśmy 5 euro.

W naszym hotelu również mogliśmy wypożyczyć samochód. Najtańszy kosztował 34 euro za cały dzień. Był to Fiat Panda, który na objazd całej wyspy dla czteroosobowej rodziny w zupełności wystarczył. Nie było żadnej kaucji. Jedyna dodatkowa opłata to 2 euro za wypożyczenie fotelika bezpieczeństwa dla dziecka. Jednak od razu mówię, ze jeżeli ktoś jeździ okazjonalnie i nie do końca czuje się swobodnie za kierownicą to niech sobie tę opcje odpuści. Tam na jednym rondzie potrafią być dodatkowe skrzyżowania i mniejsze ronda.

Sama wyspa jest bardzo ciekawa. Są plantacje bananów, kawy i pomidorów. Banany o niebo smaczniejsze od tych sprzedawanych w polskich sklepach. Pomidory niby hiszpańskie, ale nie tak fatalne jak pomidory z tego kraju sprzedawane w Polsce.

Jeżeli ktoś nie lubi jeździć i zwiedzać to w samym Maspalomas jest mnóstwo atrakcji. Największą są wydmy w rezerwacie „ Dunas de Maspalomas”.  To 12 kilometrów plaż i wydm, które są jednak zagrożone w związku z rozwijającym się miastem. Mają one coraz mniej miejsca na odnawianie.

Jest jeszcze piękna latarnia morka. Taka nasza…europejska. Bardzo przypomina mi te nad polskim wybrzeżem, a wieczorem pięknie świeci.

Jest tam też dość duże wesołe miasteczko z wielkim diabelskim młynem.

Uważam, ze to świetne miejsce na wakacje, pełne rozrywek dla dzieci i dorosłych. Pewnie gdybyśmy byli tam dłużej, znalazłabym całe mnóstwo innych atrakcji.

Mimo, że moje serce zostało w Grecji to i na Gran Canarię wróciłabym z miłą chęcią, aby zobaczyć jeszcze więcej.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *