praca

Coraz częściej myślę o tym, że dzień w którym zacznę szukać pracy nadejdzie. Zbliża się on nieubłaganie. Niby planuję powrót na rynek pracy we wrześniu, kiedy to Amelka pójdzie do przedszkola, ale coraz częściej przebiega mi ta myśl przez głowę. Tym bardziej, że czas dość szybko biegnie. Za każdym razem pojawia się pytanie, jaka to praca będzie.


Przez większość swojego życia zawodowego pracowałam w jubilerstwie.
W pierwszej firmie, która mnie zatrudniła nie pracowało mi się dobrze. Chodziłam tam jak za karę. Panowała tam rygor jak w obozie pracy, a zarobki nie zachęcały do jakichś wielkich wysiłków. Każdy robił niezbędne minimum. Więcej się nie chciało, kiedy na myśl przychodziły te nędzne pieniądze, które przelewali na dziesiątego. Oczywiście wymogi były wielkie. Przerwa na śniadanie była wyliczona co do minuty. Jeśli ktoś zbyt często przedłużał sobie czas wolny, to miał zwróconą uwagę, że powinien ten czas odpracować. Makabra… Atmosfera między pracownikami też nie należała do miłych. Jedna na drugą patrzyła krzywo. Zero serdeczności, nie mówiąc już o sympatii. Na palcach jednej ręki policzę osoby, które lubiłam i wspominam z innym uczuciem niż obojętność.

Dzień, w którym dostałam wypowiedzenie nie był dla mnie miły, ale też poczułam pewien rodzaj ulgi, że już nigdy tam nie będę musiała wrócić.
Bardzo szybko znalazłam pracę w konkurencyjnej firmie. Moje doświadczenie zawodowe zdeklasowało innych ubiegających się o pracę w tej firmie.
Już na dzień dobry na rozmowie kwalifikacyjne złapałam nić porozumienia z późniejszą moją szefową. Pierwszego dnia szłam z ogromnym stresem co to będzie, jednocześnie ciesząc się, że będę miała pracę.
Na samym początku nie było kolorowo, gdyż nie polubiłam się z koleżanką, z którą miałyśmy wykonywać te same obowiązki. Był między nami dystans, którego nie pokonałyśmy do samego końca jej kariery w tej firmie, ale byłyśmy dla siebie miłe i jakoś to szło. Nie powiem, że nie poczułam ulgi kiedy kierowniczka zaproponowała mi inne stanowisko. Poszłam pracować na pierwsze piętro. Tam poczułam się dopiero swobodnie. Dziewczyny okazały się miłe i serdecznie. Nie robiły łaski, że pomogą. Nie było rywalizacji jak w poprzedniej pracy. Byłam w szoku, że praca może być przyjemna, można wstawać i iść do niej z chęcią. Moje wcześniejsze doświadczenia były tak złe, że nie wierzyłam, że miałam takie szczęście.
Szefowa była świetna. Potrafiła całą logistykę trzymać twardą ręką jednocześnie będąc człowiekiem, który przyszedł do biura na chwilkę pogadać o wszystkim i o niczym. Premiowała rzetelną pracę, co było motywujące w dalszych działaniach.

Po okresie próbnym dostałam propozycje przyjęcia innego stanowiska. Zapierałam się, ale wraz ze stanowiskiem szły też pieniądze. Z oporem, ale przyjęłam propozycję. Bałam się tego stanowiska, tych wyzwań, które stały przede mną, a przede wszystkim Gosi, którą mnie wszyscy straszyli. Oczywiście nie taki diabeł straszny jakim go malują. Gosia miała swoje humory, ale ja mimo wszystko potrafiłam się z nią dogadać. Szybko odnalazłam się w nowych obowiązkach, które bardzo mi odpowiadały. Uwielbiałam rozpakowywać paczki, oglądać nowe wzory biżuterii i sprawdzać faktury. Ta praca papierkowa sprawiała mi mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Po raz pierwszy w życiu mogłam powiedzieć: „lubię swoją pracę”. Przez prawie trzy lata wstawałam rano z ogromną chęcią.

Wkrótce okazało się, że na świat przyjdzie Amelia. Mimo ogromnych chęci do pracy, szybko poszłam na zwolnienie lekarskie z powodu bardzo złego samopoczucia. Kiedy byłam w ciąży zarząd przeniósł firmę do Krakowa. Wiedziałam, że nie przedłużą mi umowy. Koleżanki straciły pracę praktycznie od razu. Mnie musieli trzymać jeszcze przez okres urlopu macierzyńskiego.
Teraz kiedy mijają już prawie trzy lata i zbliża się czas poszukiwań nowego zajęcia jestem pełna obaw, że już nigdy nie znajdę takiej pracy. Boję się, że znowu będę wstawać z przymusem. Do pracy będę szła zestresowana z obawą co dziś się wydarzy.

Tęsknię za moją pracą. Chciałabym móc tam wrócić i pracować z tymi samymi ludźmi w takiej rodzinnej atmosferze jaka tam panowała.
Co będzie jeśli mi się już nie uda znaleźć takiego zajęcia? Co będzie jeśli będę musiała pracować w negatywnej atmosferze i takimi ludźmi jak w pierwszej firmie, gdzie każdy do każdego jest źle nastawiony a sam przełożony podsyca złą atmosferę?

Strasznie się tego boję. Boję się, że resztę życia będę musiała robić coś czego nie lubię…

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *